| .: Bilet powrotny do nieba |
|
Jesień 1945: Roland odprowadza Ewę na statek, który za chwilę wyruszy z Malmö do Gdyni. Od miesięcy jest zakochany w pięknej Polce. Kiedy po przewiezieniu do Szwecji wreszcie mogła zrzucić z siebie obozowe pasiaki i elegancko się ubrać; kiedy wyzdrowiała, dzieci w smalandzkim Hallaryd biegały za nią, bo myślały, że do miasteczka przyjechała gwiazda filmowa. Roland wpisywał wiersze miłosne do jej małego zeszyciku, do którego ona sama wpisywała szwedzkie słówka. Był studentem sztuki. - Jeżeli nie chcesz mieszkać w Szwecji, to zamieszkamy w Paryżu - obiecywał. Wszystko zmienił jeden telegram z Polski. Edward pisał: Wracaj do domu, pobierzemy się. W obozie Edward często zakradał się do jej baraku i przynosił kawałek chleba i trochę zupy. Raz przyłapał go niemiecki SS-man i tak pobił, że Edward ledwo przeżył. Odratowano go w obozowym szpitalu. Takich rzeczy się nie zapomina.
Żona komendanta Przez ostatnie kilka miesięcy Ewa pracowała w "Białym Domku" jako pomoc domowa u rodziny komendanta. Tuż przed ewakuacją obozu komendant Weiss próbował jej nawet załatwić zwolnienie z obozu u gestapo w Piotrkowie Trybunalskim, ale nic z tego nie wyszło. Gestapo nie zwalniało swoich więźniów.
Wyrok U komendanta Weissa pracuje już od pewnego czasu, co bardzo zwiększa jej szanse na przeżycie. Pani Weiss, piękna była tancerka, polubiła młodą Polkę. Ale ciągle irytuje ją słaba znajomość niemieckiego. Gdy posyłają do ogrodu po pietruszkę, Ewa przychodzi z marchewką. W końcu jej mąż przyprowadza Martę, młodą Czeszkę, która mówił płynnie po niemiecku. - Marta bleibt. Ewa nachLager*.
Wyrok śmierci.
Przesłuchanie W czasie siedmiu dni, które spędziła u gestapo, a potem w więzieniu w Piotrkowie, nie bito jej. Może dla tego, że była młoda? Że była piękna? Za to bito i torturowano wszystkich innych. W przepełnionych celach ludzie leżeli w kałużach krwi, tak zmasakrowani, że nie mogli się podnieść, gdy podawano jedzenie. Ewa widziała to wszystko: kazano jej nalewać z kotła zupę dla więźniów.
Włosy - Tu w obozie nie powinnaś wyglądać za ładnie. To niebezpieczne - poradziła jej "ciocia", starsza więźniarka, która wzięła ją pod swoją opiekę. Jestem w piekle. Tak czuła. Kazano jej prać ubrania obozowe po zamordowanych i zagazowanych więźniach. Zakrwawione, z dziurami po kulach, pełne wszy. Pracowała tuż koło krematorium, więc codziennie oglądała, jak do pieców wkładano ludzkie zwłoki. Krematorium pracowało przez okrągłą dobę. I przez okrągłą dobę Ewa wdychała dym i zapach palonego mięsa. Przez pierwsze dni nic nie jadła i słaniała się z głodu. Myślała, że te mizerne kawałki mięsa pływające w zupie z brukwi pochodziły z tych ciał. Potem przemogła się. W obozie przywykało się do wielu rzeczy.
Edward Ale Edward potrafił od czasu do czasu wślizgnąć się do niej z kawałkiem chleba czy miską zupy. Takie dodatkowe jedzenie mogło oznaczać różnicę między życiem a śmiercią. Po roku w obozie Ewę wybrano do posługiwania w "Białym Domku" u komendanta.
Wybór Kiedy umęczone więźniarki przyjechały na stację do Ravensbück, poprowadzono je do obozu w długiej kolumnie przez zupełnie opustoszałe miasteczko. Ewa widziała, jak ludzie zerkali spoza zaciągniętych firanek. W czasie podobnego marszu ze stacji w Lublinie na Majdanek ludzie rzucali im jedzenie i podawali wodę, mimo że przypłacić to można było życiem.
Eksperyment W baraku najczęściej spała na siedząco. Nie można było inaczej, gdyż na jednej pryczy było pięć-sześć kobiet. Wiosną 1945 r. wszyscy wiedzieli, że wojna ma się ku końcowi. Niemiecki personel obozu zaczął zachowywać się mniej brutalnie. W tym czasie pracowała w kuchni obozowej. Któregoś dnia więźniarki zobaczyły białe autobusy z czerwonym krzyżem, wjeżdżające na teren obozu. Potem żołnierze - ale nie niemieccy - ostrożnie wynosili na noszach chore więźniarki ze szpitala obozowego. Rozeszła się wiadomość, że każdy, kto chce, może pojechać do Szwecji. Z wyjątkiem więźniarek funkcyjnych. Praca w kuchni oznaczała tycie funkcyjną. - Idź mimo wszystko - namawiała ją starsza współwięźniarka. Nasuń chustkę trochę na twarz, patrz w ziemię. Kiedy przechodziła koło stojących, kontrolujących SS-manów, dostrzegła wśród nich szefa kuchni, który ją doskonale znał. Popatrzył na nią, ale nic nie powiedział.
Podróż Adorowali ją mężczyźni. Był wśród nich szwedzki pilot. Ale przede wszystkim był Roland, dwa; może trzy lata starszy od niej student sztuki. Pisał dla niej wiersze, zapraszał do kina i do cyrku. Rozmawiali mieszanką niemieckiego, na migi i jej szwedzkiego, którego właśnie zaczęła się uczyć. - Mówisz jak mała dziewczynka - mówili Szwedzi, gdy zaczynała wymawiać swoje pierwsze zdania po szwedzku. Potem przyszedł telegram od Edwarda.
Wyjazd Nie było więcej żadnego kontaktu. W zaczynającym się w Polsce stalinowskim piekle kontakty z kimś z kapitalistycznego świata były niebezpieczne. Przez pierwsze powojenne lata, do odwilży w 1956roku, Ewa nie mówiła głośno również o swoim pobycie w obozach, ani tym bardziej o udziale w konspiracji. A z małżeństwa z Edwardem nic nie wyszło. Wróciła do Piotrkowa Trybunalskiego. Bieda. Mieszkała w nieogrzewanym mieszkaniu. Po kilku latach wyszła za mąż za byłego kapitana AK z Wileńszczyzny. W razie aresztowania groziła mu niemal pewna śmierć. Kiedy wreszcie go namierzono i UB przyszło do mieszkania w środku nocy, był przygotowany. Uciekł przez wcześniej przygotowany otwór na strych, a potem po oblodzonych dachach. Jej nie zabrali tylko dlatego, że była w siódmym miesiącu ciąży. Przez cztery lata, do 1956 roku, mąż ukrywał się w odległej wiosce.
Spotkanie Ewa Walecka-Kozłowska ma dzisiaj 86 lat i od wielu lat mieszka w Lublinie, w dzielnicy sąsiadującej z obozem na Majdanku. Jest wdową. Mąż zmarł wcześnie na raka, mimo że nigdy nie pil ani nie palił. To z tych nerwów i stresu po wojnie, uważa Ewa. Ma z nim trzech synów, mówi, że to dzięki Szwedom. Po Ravensbruck była przekonana, że nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Kilka lat temu na wystawie sztuki na Majdanku spotkała szwedzką artystkę plastyczkę Sofi Hagman (wzięła udział w VII Międzynarodowym Triennale Sztuki Majdanek 2004). Sofi zaprosiła ją do Szwecji, gdzie znów mogła zobaczyć Hallaryd. Szkołę, w której kiedyś mieszkała, zmieniono na lokal użyteczności publicznej. Dopytywała się o Rolanda, ale słuch zaginął - o nim i o jego rodzinie.
BIAŁE AUTOBUSY HRABIEGO FOLKE BERNADOTTE
Tadeusz Rawa
|
|
|